Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Holenderskie wakacje na barce

Holenderskie wakacje na barce

1 Lut, 2018

Jeśli mówimy o pływaniu barkami, zazwyczaj wybieramy Francję, ewentualnie stawiamy na sąsiada i pływamy w Meklemburgii. Z zupełnie niezrozumiałych powodów Polacy omijają Holandię, która przecież jest słynna z kanałów, a ich sieć jest co najmniej tak dobrze – jak nie lepiej rozwinięta niż sieć dróg. 

Charter Navigator współpracuje z  Le Boat, który udostępnił nam na naszą podróż barkę, Clippera.  To wygodna łódka dla 4-5 osób, z dobrze wyposażoną kuchnią i wygodnymi łóżkami – czterema w dwóch kabinach i jednym w mesie. Do jej prowadzenia nie są potrzebne żadne papiery, chociaż umiejętności żeglarza lub motorowodniaka się przydają. Baza Le Boat znajduje się w Vinkeveen. Stąd zamierzamy płynąć do Muiden, potem wrócić przez Wesp i popłynąć do Amsterdamu. Stamtąd chcemy udać się do Zaandam i obejrzeć tamtejszą atrakcję turystyczną, czyli Zaanse Schans. Droga wodna urozmaicona – wąskie kanały i rzeki a także potężne kanały transportowe, pełno śluz i mostów. Nocowanie w marinach i na dziko.

Podczas pływania po Holandii ważne jest korzystanie z map, na których zaznaczone są wysokości mostów (szczególnie drobiazgowo trzeba zaplanować trasę przez Amsterdam, bo tamtejsze mostki bywają tak niskie, że barka może się pod nimi nie zmieścić lub utknąć).  Warto też w bazie armatora wypytać o otwierane mosty – bywają takie otwierane na fotokomórkę lub po wykonaniu telefonu na numer umieszczony na tablicy w pobliżu mostu, bywają i takie obsługiwane przez ludzi, otwierane – szczególnie poza sezonem – o określonych godzinach. Jeśli będziemy mieć szczęście, natkniemy się na tradycyjny sposób pobierania opłat, kiedy to „mostowy” spuszcza do łódki na wędce drewniany sabot, do którego trzeba włożyć drobne.

Miejsc do cumowania w Holandii jest pełno. Są to małe lub większe mariny, ale też co kilkanaście metrów na brzegu znajdują się miejsca do cumowania. Czasem nie trzeba przybijać do brzegu, bo specjalne płotki do parkowania znajdują się w wodzie, tuż obok głównego nurtu. Bardzo przydatne, jeśli zaskoczy nas zmrok – po ciemku tutaj pływać nie wolno. Postoje w marinach nie są drogie – za postój w Sixhaven w centrum Amsterdamu za dobę płacimy 20 euro. To zdecydowanie mój najtańszy nocleg w tym mieście. W środku dnia, jeśli przepływamy przez ruchliwa okolicę bywa, że wolne sa tylko miejsca dla rezydentów. Ale Holendrzy są niesamowicie mili i jeśli chcemy zatrzymać się na herbatkę, prośba i uśmiech załatwiają wszystko.

Na naszej trasie mijamy piękne miasteczka, niemal każdy dom ma taras nad wodą a przy nim przycumowaną łódkę. Ludzie nam machają z brzegu, nawet przejeżdżający obok kanału rowerzyści. Część trasy pokonujemy wielkim kanałem transportowym, który zmienia moje myślenie o kanałach. Zapomnijcie, że nie ma tam fali. Jeśli mija nas olbrzymia barka, fala momentalnie spycha nas w kierunku brzegu. Trzeba być czujnym i mocno kontrolować to, co dzieje się przed i za nami. Muiden jest blisko morza a cumować można naprzeciwko przepięknego zamku. W Wesp natykamy się właśnie na mostowego z chodakiem, a przepłynięcie Amsterdamu dostarcza emocji w postaci nie tylko niskich mostów, ale i lawirowania wśród rozmaitych jednostek, od małych łódek przez wodne tramwaje, aż po wielkie barki czy statki wycieczkowe.

Z Amsterdamu przez udajemy się do Zaandam. Po drodze kolejny przykład holenderskiej uprzejmości. Czekając na otwarcie śluzy, krążymy po zbiorniku wodnym. W momencie otwarcia jesteśmy nieco dalej od bramy, ale ponieważ przypłynęliśmy pierwsi, wszyscy nas grzecznie przepuszczają. Śluza jest olbrzymia, mieści się w niej dobrych kilkadziesiąt jednostek, a obok nas wielka, przemysłowa barka. W drodze towarzyszy nam zapach czekolady (w tym regionie wytwarza się masło kakaowe) a wiatraki w Zaanse Schans są przepiękne i majestatyczne wiatraki. Po drodze robimy postój w Zaandam i oglądamy tutejsza architekturę, przypominająca budowle z klocków lego.

W drodze powrotnej zahaczamy o bardzo sielski region – Friesland. Płynąc w kierunku Utrechtu natykamy się na typowy widoczek– wiatrak, wierzby, krowy, owce… Cumujemy i idziemy na spacer polną drogą obok jeżyn, sadów, pastwisk, aż trafiamy na sympatyczna farmę. A na niej sklepik z serami i genialnymi lodami własnej roboty, małym hotelem i restauracją. Jemy lody, próbujemy serów i wracamy, głaszcząc kolejno wszystkie owce i urocze krówki.

Pływanie barką po Holandii to rzeczywiście przygoda. Widać, że to kraj ludzi związanych z wodą – i szczerze mówiąc od strony wody wygląda zupełnie inaczej. Wszystkim polecam ten sposób spędzania wakacji.

Monika Frenkiel

www.charternavigator.pl

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin