Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Jak powstała marka farb jachtowych Sea-Line

Jak powstała marka farb jachtowych Sea-Line

1 Wrz, 2017

Przed 40 laty Jan Wołejszo zapragnął stworzyć własny biznes i produkować artystyczne odlewy. Potrzebował 50 kg żywicy. Ale czasy były takie, że gdy zamawiałeś 10 ton surowca, państwowa centrala zaopatrzenia dostarczała 100 kg. Więc przyszły przedsiębiorca, znając realia PRL, zamówił tonę. I o dziwo tyle dostał! Co tu teraz zrobić z taką ilością żywicy? Ktoś zaproponował: dosypcie talku i będzie szpachla. – Szpachlówka się zepsuła po dwóch dniach. Zostaliśmy z tą żywicą, talkiem, rachunkami oraz z kubłem i kijem do mieszania – wspomina Jan Wołejszo, ówczesny pionier kapitalizmu, dziś producent farb i chemii jachtowej, prezes firmy Troton i właściciel marki Sea-Line. Historia tego przedsiębiorstwa to przykład sukcesu i zarazem obraz tego, jak się rodził i rozwijał polski przemysł jachtowy.

 

Końcówka lat 70’ to kij i wiadro. Natomiast rok 2017 to nowoczesne linie produkcyjne i laboratorium badawcze. Przez niespełna cztery dekady wynajęte pomieszczenie w remizie strażackiej w Siemyślu zamieniono na okazałe zakłady w mieście Gościno i wiosce Ząbrowo o łącznej powierzchni 9 tys. m2 (Ząbrowo leży 13 km na południe od Kołobrzegu, a Gościno – 4 km na południe od Ząbrowa). Na początku zaledwie trzech szaleńców nieporadnie próbowało sił w biznesie realiów Polski Ludowej, teraz przedsiębiorstwo zatrudnia 170 osób i zdobywa zagraniczne rynki. Ale historia firmy znanej wszystkim polskim żeglarzom to nie amerykański sen, lecz ciężka praca, nieustanna nauka i trudna walka o miejsce na rynku.

 

Do końca lat 90’ firma koncentrowała się na szpachlówkach samochodowych. Później zainwestowano w nowe maszyny i ruszyła produkcja pierwszych podkładów i lakierów. Kolejne lata to rozwój eksportu w branży lakierniczej. Równolegle poszukiwano pomysłów na dywersyfikację działalności. Kusiła branża budowlana, dekoracyjna, ale zadecydowały zainteresowania właściciela. Jan Wołejszo to nurek i żeglarz. Podczas urlopów zdumiony patrzył na wysokie ceny szpachli i farb jachtowych w europejskich marinach. Marże wydawały się kuszące. Etykiety zachwycały. Był wtedy przekonany, że to co znajduje się wewnątrz puszek, to ta sama chemia, którą oferuje w branży lakierniczej. Okazało się jednak, że szpachle poliestrowe używane w lakiernictwie samochodowym nie nadają się do zastosowań szkutniczych. Dlaczego? Zawierają talki, które chłoną wodę. Trzeba było opracować zupełnie nowe receptury i skorzystać z nowych droższych surowców.

 

Na początku XXI wieku, w ówczesnym niewielkim laboratorium, rozpoczęto prace nad produktami dla przemysłu jachtowego. Posuwały się powoli. W natłoku bieżących obowiązków przesuwano je na boczny tor. W końcu, po blisko ośmiu latach, zapada decyzja – zatrudniamy pracownika, który wdroży projekt i zajmie się sprzedażą Sea-Line. No i się pojawiła. Ona! Joanna Janiak nie miała pojęcia ani o chemii lakierniczej, ani o szkutnictwie, ani o żeglarstwie. Niewielu wierzyło, że coś zdoła zdziałać. Buty na obcasie zamieniała na obuwie robocze i rozpoczęła wycieczki do stoczni i portów. Pomysły na rozwój nowej marki nie rodziły się przed komputerem, ale w pyle szlifowanych kadłubów, w smrodzie styrenu i oparach farb antyporostowych. – Chciałam zrozumieć ludzi, którzy najczęściej używali tych produktów. Do nich trafiały pierwsze próby laboratoryjne i to oni oceniali ich parametry. Czasem cierpiała na tym moja wątroba, bo po godzinach fizycznej pracy, trzeba było iść ze szkutnikami na piwo. Słyszałam też, że baba to się może znać na lakierach do paznokci, a nie na farbach. Zrozumiałam, że muszę być lepsza od mężczyzn z branży, by mnie i markę traktowano poważnie – wspomina Joanna Janiak-Frais.

 

Pierwsze polskie szpachlówki epoksydowe Sea-Line do zastosowań szkutniczych pojawiły się

w 2008 roku. Były tańsze od zagranicznych, ale nikt ich nie znał. A kto chciałby testować nowy produkt na swoim jachcie? Ludzie pytali: „Czy to się będzie trzymać? Czy nie będzie pękać? A gdzie pani mieszasz te szpachle, w garażu?”. Kilka lat później, podczas pierwszego szkolenia dla dystrybutorów, ten „garaż” zrobił na wszystkich wielkie wrażenie.

 

Pierwszą osobą, która się odważyła wziąć nowe szpachlówki była Janina Strzedzińska, właścicielka jednego z najstarszych sklepów z chemią szkutniczą (warszawski Jasskor). Pocztą pantoflową rozeszła się wieść, że Sea-Line nie odbiega jakością i parametrami od zachodnich produktów.  Później dołączyli kolejni – gdyński Clipper, szczecińska Aura, legendarna Kada i Hobby z Poznania, olsztyńska Raksa, Boatshop, CMS Farby Jachtowe, Bakista, Adventure z Inwrocławia, Szopeneria, Zefir z Torunia,  Żeglarz z Giżycka, Hobby Wrocław czy Hals Kraków.

– Kiedy Joanna przyjechała do nas z tymi szpachlami, wyglądała jak dziewczynka z zapałkami. Wzięliśmy je od niej trochę z ciekawości, a trochę z litości – opowiadał Tomek Tamborek ze sklepu Clipper.

 

Szybko się okazało się, że same szpachlówki to za mało. Laboratorium powiększyło załogę, by opracować podkłady epoksydowe, farby nawierzchniowe i kolejne produkty. Nieoceniona była współpraca z legendami branży chemicznej – Krystyną Rzepczyńską, autorką kilkunastu opatentowanych receptur, czy Jerzym Miśkówem, charyzmatycznym technologiem, który całe życie poświecił na zgłębianie sekretów kompozytów. Bezcenne były także życzliwe uwagi krytyczne i rady klientów. Dzisiejsza pozycja Sea-Line w innych krajach, to w dużej mierze zasługa polskich sklepów żeglarskich, które uwierzyły w krajowy produkt i pomogły nam się rozwinąć – mówi Joanna Janiak-Frais. Obecnie Sea-Line to kompletny system szpachli, farb, kosmetyków, ast polerskich i akcesoriów do budowy i naprawy łodzi z laminatu, stali i drewna. W linii produktów są nawet pędzle i wałki.

Marka zadomowiła się w większości krajów Europy. Jest obecna w Rosji i ma na koncie wysyłki w tak egzotyczne miejsca, jak Wietnam, Tajlandia, Malediwy, Arabia Saudyjska czy Australia.

 

Tuż po debiucie Sea-Line okazało się, że rynek chemii szkutniczej nie jest wielki, a konkurencja bardzo silna. – Gdybyśmy wiedzieli o tym 15 lat temu, pewnie nie mielibyśmy odwagi rozpocząć pracy w tym sektorze – dodaje Joanna Janiak-Frais. Jednak początkowy brak znajomości branży okazał się atutem. Pozwolił na otwarte świeże spojrzenie. Choć  farby różnych marek były dostępne na rynku, to informacje o tym, jak malować były trudne do znalezienia. Dlatego strategię sprzedaży w Polsce oparto na dołączaniu do produktów autorskich materiałów informacyjnych oraz na organizacji szkoleń dla dystrybutorów. Naśladownictwo to najwyższa forma pochwały – dziś marketingowe pomysły Sea-Line są powielane przez inne firmy.

 

Prawie wszystko o przygotowaniu powierzchni, malowaniu, laminowaniu, szpachlowaniu, polerowaniu i walce z osmozą, filmy instruktażowe, a także kalkulator, który podpowie ile farby potrzebujemy – to wszystko znajdziecie na stronie www.jachtowe.com.pl

www.sea-line.eu

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin