Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Pływanie motorówką – trochę o bezpieczeństwie

Pływanie motorówką – trochę o bezpieczeństwie

1 maja, 2016

Nie będę się tu rozpisywał o zdobywaniu patentów, czy uprawnieniach – od tego są szkolenia. Załóżmy, że mamy uprawnienia, bądź, że pływamy łódką, która takich uprawnień nie wymaga (np. barka turystyczna o długości do 13 m).

Przede wszystkim przed zejściem na wodę należy sprawdzić ogólnie stan sprzętu, a przede wszystkim stan przewodów paliwowych, czy nie ma wycieków itp. Sprawdźmy też stan paliwa. Wstyd się przyznać, ale zdażyło mi się raz wypłynąć łódką nie sprawdzając paliwa i później wiosłowałem przez pół jeziora. Wstyd tym większy, że miałem kamizelkę z napisem „instruktor”. Jak już jesteśmy przy paliwie, to warto wziąć mały kanister zapasu. Od tamtego czasu zawsze pływam z 10-cio litrowym, zapasowym kanistrem.

Manetka – sprawdźmy, czy dobrze wchodzą biegi, czy się nie zakleszcza, a przede wszystkim czy działa tzw. zrywka. Jak sprawdzić działanie zrywki? Po prostu odpalić silnik i zerwać zrywkę. O zrywce należy też pamiętać, że działa tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest zapięta do sternika. Różnie preferują sternicy. Niektórzy przypinają do nadgarstka, niektórzy do kamizelki. Ja preferuję przypiąć zrywkę wokół kolana, ponieważ nie krępuje ona wtedy ruchów rękoma. Nasłuchałem się o  wypadkach, w tym śmiertelnych spowodowanych niezapięciem zrywki.

Kolejny z elementów bezpieczeństwa to kamizelka ratunkowa. Pływanie w klasycznej kamizelce ratunkowej jest bardzo niewygodne. No chyba, że mamy pneumatyczną kamizelkę ratunkową. Ta jest bardzo wygodna i można ją nosić non-stop. Częściej preferuje się wożenie kamizelek ratunkowych, a używanie dodatkowych asekuracyjnych. Nie mają one takich parametrów jak ratunkowa (ratunkowa oprócz tego, że ma utrzymać na powierzchni wody to dodatkowo musi utrzymywać usta ponad powierzchnią wody, a nieprzytomną osobę obrócić twarzą do góry), to jednak asekuracyjna nie krępuje ruchów. Co do noszenia kamizelek podczas pływania… Tutaj zdania są podzielone i każdy sternik ma swoje podejście. Ja stosuję następującą zasadę, kamizelki nosimy zawsze jak pływam z nieznajomymi (np. na kursie motorowodnym), zawsze jak pływamy w ślizgu (przy wypadnięciu do wody przy dużej prędkości można po uderzeniu w wodę stracić przytomność), zawsze zakładają je osoby nie potrafiące pływać i dzieci, no i zawsze w trudnych warunkach (silny wiatr, duża fala, noc, mgła).

O obowiązkowym wyposżeniu takim jak gaśnice, koła ratunkowe nie będę się rozpisywał. To każdy wodniak wie.

Teraz trochę o samym pływaniu, zanim odejdziemy od nabrzeża pokażmy załodze co jest do czego na jachcie. Nauczmy podstawowych węzłów. Na prawdę wystarczy kilka. Na małej motorówce to coś do cumowania, węzeł knagowy i ratowniczy (czyli dobra pętla, bo do ratowania to nie miałem możliwości go użyć, a pływam również w Ratownictwie Wodnym OSP Kalisz). Zanim odcumujemy łódź uruchommy silnik. Może to zabrzmi dziwnie, ale wiele razy obserwowałem akcje, gdy sternik odcumowywał swoją łódź, a potem dryfował na inne jachty próbując nieskutecznie uruchomić silnik.

Podczas pływania pamiętajmy, że nie jesteśmy tylko jedynymi użytkownikami wody. Niechęć do motorowodniaków często bierze się stąd, że po prostu nie pomyślimy, że wytwarzana przez nas fala może przeszkadzać, czy wręcz zagrażać wędkarzom, żeglarzom czy kajakarzom. Mijając żaglówki czy kajaki wystarczy zwolnić (no chyba, że nasza łódź zwalniając robi większą fale niż w pełnym ślizgu), ale na pewno jak jest miejsce nie przepływajmy bardzo blisko tych wodniaków. Jeśli chodzi o wędkarzy, to zwróćmy uwagę, że mają często wyrzucone wędki daleko od swoich stanowisk. Zwracajmy uwagę na spławiki i na tyczki, którymi często oznaczają miejsca w któych łowią (proszę wędkarzy o wybaczenie, nie jestem wędkarzem i nie znam się na fachowym słownictwie). Wody jest dużo i starczy dla każdego.

Osobną grupą łodzi motorowych są skutery wodne. Cóż trudno wymagać od użytkownika skutera wodnego, żeby pływał „spacerowo” na wolnych obrotach. W końcu skutery są produkowane po to, żeby w skrócie mówiąc – móc się wyszaleć. Natomiast mnie jak się zdarza wsiąść na skuter wodny, to na swoje „wygłupy”, fachowo nazywane „ewolucjami na wodzie”, wypływam w miejsce oddalone od plaż, przystani, portów itp. Najlepiej pooszaleć na środku jeziora z dala od innych wodniaków. Wtedy nikomu nie będziemy przeszkadzać, a i my będziemy bezpieczni.

O rekreacyjnym holowaniu kółek, bananów, narciarzy i innych obiektów napiszemy następnym razem. Życzę wszystkim motorowodniakom udanego sezonu, bez awarii i taniego paliwa!

Piotr Lewandowski

Autor prowadzi Szkołę Żeglarstwa MORKA, organizującą rejsy, czartery i szkolenia żeglarskie, w tym również szkolenia na sternika motorowodnego i licencję na holowanie narciarzy wodnych. Jest autorem podręcznika „Sternik motorowodny – podstawowy podręcznik motorowodniaka”.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin