Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Okołoziemski Rejs na Maxusie 22 zakończony sukcesem

Okołoziemski Rejs na Maxusie 22 zakończony sukcesem

1 Kwi, 2016

Szymon Kuczyński zakończył na początku marca 2016 r samotny rejs dookoła świata na najmniejszym Polskim jachcie – Maxusie 22 „Atlantic Puffin”. Stocznia Northman, producent jednostki, dostosowała seryjny model do samotnej oceanicznej żeglugi. Okołoziemski rejs rozpoczął się w listopadzie 2014 roku. Wówczas  żeglarz, samotnik wypłynął z Wysp Kanaryjskich i żeglował tzw. trasą pasatową zatrzymując się na Karaibach, w Panamie, na Markizach, w Australii, na Wyspie Bożego Narodzenia, Reunion i Wyspach Zielonego Przylądka. W sumie na pokładzie Maxusa spędził 466 dni pokonując ponad 28 tysięcy mil morskich.

Maxus 22 zyskał indywidualnie zaprojektowane wnętrze – by było funkcjonalne i komfortowe mimo braku hotelowych wygód. Zasilanie zapewniał duży panel słoneczny zamontowany na bramce rufowej tak by można było ustawiać go w stronę słońca – dzięki temu przez cały rejs nie narzekał na brak prądu. Zrezygnowano z instalacji zbiorników na wodę na rzecz wody w plastikowych butelkach – to dawało szansę lepszej kontroli spożywanej wody oraz zmniejszało ryzyko utraty całego zapasu wody. Jednopalnikowa kuchenka turystyczna w zupełności wystarczyła do przygotowywania posiłków.

Gotowanie było – obok czytania i słuchania muzyki – jedną z głównych rozrywek na pokładzie jachtu. Dni wyglądały podobnie – Szymon codziennie przeprowadzał inspekcję sprzętu, prowadził nawigację, uzupełniał dziennik pokładowy. Na ciepłych wodach musiał też kilka razy dziennie wchodzić do wody (gdy tylko pozwalały warunki) by czyścić dno z obrastających je pąkli. „Boję się spotkania z rekinem, więc te momenty kiedy musiałem nurkować na środku oceany były dla mnie wyjątkowo stresujące” – wspomina ten czas Szymon.

W czasie rejsu Maxus żeglował w skrajnych warunkach pogodowych – były zarówno okresy ciszy kiedy Szymon zaczynał wiosłować aby przepłynąć jakikolwiek dystans, jak i silne sztormy. Zapytany o najgorszą pogodę Szymon wspomina 3 momenty – sztorm na Pacyfiku tuż przez Australią, kiedy jedna z fal zalała pokład i wnętrze jachtu; pokonywanie Przylądka Dobrej Nadziei ze względu na wyjątkowo strome fale i silne, skomplikowane prądy, oraz ostatnie 3 tygodnie rejsu. „Prawie od samych Wysp Zielonego Przylądka żeglowałem w sztormie. Płynąłem pod wiatr, a siła wiatru osiągała do 60 węzłów. Przez tydzień prawie nie ściągałem z siebie sztormiaka. To było frustrujące gdy na ostatnim odcinku rejsu nie mogłem płynąć prosto do mety tylko musiałem się halsować.”

W trakcie rejsu praktycznie nie było dużych awarii. Wyposażenie spisywało się dobrze i poza normalnym zużyciem do ostatnich dni na morzu nie było problemów których nie dało by się usunąć. Z istotnego wyposażenia jednie telefon satelitarny (po zalaniu na Pacyfiku) i autopilot przestały działać. Na szczęście Maxus dobrze żeglował samosterownie, a Szymon miał na pokładzie elementy do wykonania samosteru wiatrowego

Na mecie rejsu po prawie 16 miesiącach na jachcie Szymon mówił, że nie było momentów kiedy chciał przerwać rejs czy żałował decyzji o wypłynięciu. „Jacht spisywał się bez zarzutów, czułem się na nim bezpiecznie i już nie mogę się doczekać kiedy popłynę dalej!”

Po 3 tygodniach od zakończenia rejsu Szymon planuje wypłynie w drogę powrotną do Polski by już w czerwcu startować na Maxusie w regatach na Bałtyku.

Autor: Dobrochna Nowak

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin