Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Tęskniąc za sezonem – wspomnienie mazurskiego rejsu.

Tęskniąc za sezonem – wspomnienie mazurskiego rejsu.

12 Mar, 2015

Jesteśmy. Przybyliśmy do Węgorzewa bo łódkę czarterujemy jak zwykle z Ahoja. Zresztą nie wyobrażam sobie pływania inną łódką niż Maxusem 28. Odbiór szybko, sprawnie, miło i zanim się obejrzymy jesteśmy już rozpakowani, no jako tako, bo po roku niepływania nie w głowie nam rozpakowywanie. Chcemy płynąć !

Wychodzimy z portu jeszcze tego samego dnia. Co prawda jest już po południu ale my nie mamy w planach dalekiego pływania. Zresztą od kiedy zakopano kable wysokiego napięcia na wyjściu z portu Węgorzewo i nie trzeba składać masztu płynięcie kanałem jest bardzo przyjemne. A widok jeziora na wyjściu… ech, po prostu cudo. Wieje fajnie takie równe 3B. Robimy rundkę dookoła wyspy Upałty i rzucamy kotwicę przy polu namiotowym Zwierzyniecki Róg. Zachody słońca w tym miejscu są magiczne. Wieczorem ognisko, kiełbaski i słuchamy szant. Niesamowite jest to, że tu zawsze znajdzie się ktoś z gitarą.

Rano wypływamy. Słoneczko, wiatr i łopot stawianego żagla… Na jeziorze już całkiem sporo jachtów. Męska część załogi dopieszcza swoje ego. Cisza spokój a oni tylko wyścigi. Jak już wyregaciliśmy chyba wszystkie łódki na Mamrach, no oprócz jednej ale to też Maxus 28 więc jakoś zaakceptowany. Odwiedźmy Święcajty. Obiad w ogonkach. No i znowu popołudnie. Jak ten czas szybko płynie kiedy robisz coś fajnego. Płyniemy dostojnie baksztagiem prawie do samego mostu. Składamy maszt i za chwilę jesteśmy już na Darginie. Nie jest jeszcze bardzo późno a my nienasyceni pływaniem, jeszcze Łabap i Dobskie okrążamy wyspę kormoranów- Wysoki Ostów. Dzisiaj na noc zostajemy w Sztynorcie, więc powoli obieramy kurs na port. Wieczorne piwo w Zęzie, to już nie to co kiedyś ale i tak miło posłuchać szant. Idziemy spać o świcie więc szybka drzemka, bo szkoda czasu na spanie. Na dzisiaj mamy ambitny plan. Kisajno, Łabędzi szlak. Tutaj zawsze tak niesamowicie spokojnie. Zresztą pogoda jak marzenie. Przepływamy przez Giżycko. Czekamy na otwarcie mostu. Jezioro Niegocin. Stawiamy maszt i płyniemy dalej. Plan na dzisiaj jeszcze jedno złożenie masztu, czasu nam zdecydowanie wystarczy więc jezioro Boczne i śpimy na dziko na Jagodnym. Ogniska niestety nie udało nam się zrobić. Spływaliśmy do brzegu dość późno więc możliwość wyboru miejsca była dość ograniczona. Ale cichutko, no tylko żaby strasznie hałasują. Troszkę dokuczają nam komary. No może troszkę to za mało powiedziane. Komary tną jak szalone, ale jest pięknie, więc nie będziemy marudzić. Następny dzień. Pokonujemy kanały. Stawiamy maszt- jesteśmy na Tałtach. Przed nami Mikołajki. Wystawiamy „nos” na jezioro Śniardwy. Tym razem nie mamy w planach pływania po Śniardwach więc wracamy na Mikołajskie i dalej Bełdany. Tak fajnie się pływa, że zanim się obejrzymy znowu trzeba myśleć o porcie na noc. Jesteśmy w połowie rejsu, więc chyba trzeba się pogodzić, że od jutra zaczynamy wracać. Śpimy w porcie Wierzba. Znowu ognicho. Rano wyruszamy. Pogoda niezmienna. Tym razem Mazury nas rozpieszczają.

Środa przywitała nas silniejszym wiatrem i szkwałami. Męska część załogi nie podzielała naszego zamiłowania do słabych wiatrów. Chcą koniecznie powalczyć z naturą. Mazury w końcu dają i im chwile radości. Na Bełdanach zabawy co niemiara. Jest trochę strasznie, ale Maxus udowadnia swoją dzielność majestatycznie pochylając się w szkwałach i ostrząc do wiatru. Wow, ta łódka jest naprawdę szybka. Zakładamy kamizelki i refujemy żagle stosując się do najlepszego kodeksu żeglarskiego. Ma być przyjemnie i ma być bezpiecznie. Po południu wiatr słabnie, oddychamy z ulgą – znowu jachting pełną parą. Miło wymęczeni walką ze sznurkami cumujemy w Starych Sadach. Uroczy porcik z rodzinną atmosferą. Na kejach trwa integracja załóg, znowu się nie wyśpimy.

Smutno obierać kurs powrotny, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Żeby nie słuchać cały dzień silnika, przed wejściem w długie kanały prowadzące do Giżycka postanawiamy pożeglować w stronę Rynu. Późnym wieczorem wchodzimy do portu w Wilkasach. Odnowiona Marina prezentuje się imponująco, ale najważniejsze są koncerty. Głos wokalisty OKAW Sztorm witam nas na kei – od „Mew” wracają wspomnienia wszystkich świetnych rejsów po Mazurskich Morzach.

Dzień przed końcem czarteru kierujemy dziób w stronę Węgorzewa, moglibyśmy jeszcze pozostać na Mamrach, ale w Węgorzewie czekają dawno niewidziani przyjaciele. Wieczór w Tawernie Keja, nastrojowe światła nad portem. Ech, żal będzie wracać na ląd, ale inni szczęściarze czekają już na naszego Maxusa. I tak teraz żal, że jeszcze lód na jeziorach, ale plany żeglarskie już są.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin