Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Szkutnik sadysta – budowa kanu ze sklejki torturowanej cz.2

Szkutnik sadysta – budowa kanu ze sklejki torturowanej cz.2

1 Sty, 2015

O ile przy gięciu poprzecznym nie pojawiło się wiele problemów związanych z brakiem podatności na gięcie, zwyczajna zasada – „zaczyna trzeszczeć znaczy, że koniec pracy na dziś…” – o tyle nadanie pożądanego kształtu całej linii kanu wymagało już niezłych kombinacji. Na każdej burcie znajdowały się jak już wspominałem we wcześniejszym artykule 3 nacięcia, które po połączeniu miały nadać niemal ostateczną linię i spowodować uniesienie się dziobów.

Podejście pierwsze…

Pierwsza koncepcja doginania wzdłużnego opierała się na punktowym obciążeniu i zszyciu nacięć przy pomocy tymczasowych opasek. Obciążenia były dostosowywane stopniowo, jednak nawet przy zastosowaniu nacisku 250kg kanu nie poddawało się i cały czas nacięcia pozostawały nieruchome. Koncepcja pierwsza – totalna porażka… No może nie tak do końca porażk,a bo jakaś lekcja została wyciągnięta, a mianowicie taka, że poznałem wytrzymałość mojego kanu i teraz, po zakończeniu prac i wodowaniu nie boję się nawet największych obciążeń.

Poszukiwanie kolejnych rozwiązań

Znów musiałem powrócić do konsultacji z autorem projektu, który zapewnił mnie, że nie da się ominąć tego etapu, gdyż tego wymaga projekt, a przede wszystkim właściwości nautyczne kanu muszą być zachowane zgodnie z koncepcją. Nieco zrezygnowany powróciłem do rozmyślań i poszukiwania sposobu na połączenie nacięć…

Eureka… jest szansa na powodzenie

Siedząc w warsztacie i rozmyślając nad wiadomym problemem wpadłem na szalony pomysł wykonania otworów w burtach, przez które mógłbym przeciągnąć pasy transportowe i przy pomocy mechanizmu zaciskowego, ściągnąć nacięcia ze sobą. Jak wymyśliłem tak też zrobiłem. Wykonałem minimalne otwory i zacząłem piekielnie ciężką pracę. O tym jak sklejka nie chciała się poddać może świadczyć fakt, że aby naciągać pasy musiałem użyć dźwigni o długości ponad 1m. Trochę to zatem trwało, ale już po 2 dniach wszystkie sześć połączeń zostało zaciśniętych i można było przystąpić do klejenia i laminowania tych newralgicznych punktów. Kanu po tym zabiegu wyglądało na zdepnięte. Owszem dzioby poszły do góry, jednak wysokość burt w miejscu najniższym oscylowała na poziomie 10-12cm, co było zdecydowanie zbyt niską wartością, za to szerokość wynosiła około 120cm… Dużo za dużo…

Gdzie ta linia?

Kolejne konsultacje z Panem Krzysztofem Mnichem (autorem projektu) przyniosły mi informację, że tak naprawdę to ostateczny kształt uzyskam dopiero po zamontowaniu wewnętrznych oraz zewnętrznych burtnic, siedzisk oraz jarzma. A to już temat na kolejny artykuł, do którego lektury serdecznie zapraszam

Opracował – Robert Plewkiewicz (Yachtdeck.pl)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin