Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Motorówka nówka nieśmigana – część II

Motorówka nówka nieśmigana – część II

1 Sie, 2013

W poprzednim odcinku opowiedzieliśmy sobie o kupowaniu kadłuba jachtu motorowego. Teraz nieco o tym, co z bryły laminatu uczyni nasz zakup jachtem. Jeżeli już stan kadłuba jest dla nas do zaakceptowania, przyjrzyjmy się w następnym kroku wykończeniom.

Tek, relingi, odbojnica

Wykończenie pokładu drewnem tekowym doda klasy naszej łodzi – o ile to tek cały i zadbany. Jeżeli nie – największym problemem są efekty złego przechowywania, czyli mech, porosty, zczernienie, spękanie. Równie uciążliwe są ślady rdzy (np. od zostawionej puszki czy kotwicy). Na co szczególnie zwracamy uwagę? Po pierwsze, czy pokład jest pokryty tekiem, czy tańszym (i gorszym) zamiennikiem – iroko? Po drugie, na technologię pokrycia tekowego. Najrzadszym i najdroższym wykończeniem jest pokrycie powierzchni listwami tekowymi grubości 5-8 mm z litego teku. Nawet, jeżeli listwy te są szare i brzydkie (byle nie spękane), szlifując pół milimetra możemy przywrócić pierwotną świetność. Niestety, znacznie częściej robi się panele ze sklejki 4 mm, na to naklejane są 3-4 mm grubości listwy tekowe. Często ta sklejka jest podgniła, wskutek czego chodząc po pokładzie czujemy pod nogą „chrupanie”. Wówczas taka powierzchnia jest nie do odratowania. Jeżeli nic takiego się nie dzieje, a tek nie jest zniszczony – można go ożywić środkami do konserwacji drewna (na bazie kwasu szczawiowego) i naolejować. Nie zawsze będzie tak piękny, jak nowy. Najtańszym wykończeniem jest sklejka z jedną warstwą teku (ok. 1 mm grubości) i praktycznie nie nadaje się do powierzchni zewnętrznych, ale czasem się trafia.

Jeżeli tek nie nadaje się do odratowania, musimy rozważyć wymianę tych powierzchni. Jest to stosunkowo proste, choć kosztowne – trzeba się liczyć z wydatkiem ok. 2-3 tys. pln/m2 powierzchni (im mniejsze i bardziej skomplikowane kształty – tym drożej). Istnieją tańsze zamienniki z polietylenu, na oko trudne do odróżnienia od teku. Nie jesteśmy wówczas „classy”, ale jacht może wyglądać ładnie, a wysiłek i koszt utrzymania – mniejszy. Oczywiście cenę dodajemy sobie do ceny łodzi i zastanawiamy się, czy nie znajdziemy łodzi droższej, ale w lepszym stanie.

Listwy odbojowe i wykańczające na łączeniu pokładu z kadłubem są dość kosztowne, a ich wymiana kłopotliwa. Co więcej, ich uszkodzenie może oznaczać, że również to łączenie jest uszkodzone i może tamtędy przeciekać woda.

Silniki

A teraz „serce” naszej łodzi. Niestety, z tymi sercami jest tak, jakby się nimi NFZ zajmował. Możemy mieć z nimi wszystkie możliwe problemy. W przypadku silników przyczepnych największym jest pochodzenie – spora część przyczepniaków jest po prostu kradziona. Nieuczciwi sprzedawcy mają całą sieć potrafiącą zalegalizować i sprzedać silnik. Jeżeli klient nie jest zbyt wnikliwy – szybko usłyszy „atrakcyjną” ofertę. Dla własnego spokoju i uczciwości zawsze żądajmy jak najwięcej historii i dokumentacji silnika. Niestety, łodziami zajmują się często ci sami ludzie, co sprzedają używane auta – więc możemy spotkać przebijane tabliczki znamionowe (często skopiowane z „uczciwego” silnika stojącego gdzieś w zachodnim komisie, więc nawet informacja fabryczna nie wykaże, że kradziony), fałszowane książki serwisowe i wszelkie dokumentacje. Nie są rzadkością silniki „zmartwychwstałe” – ożywiane „z trupa”, gdzieś na zachodzie przeznaczone na złom, u nas nieco wypicowane, żeby jeszcze odpaliły i pochodziły kilka godzin. Często zdarzają się rzeczy składane z kilku silników – ale nie łudźmy się, w każdym z nich kluczowe elementy były zużyte w podobnym stopniu.

 

Pewną pułapką jest też wiek przyczepniaków – stare, dwusuwowe silniki nie spełniają norm UE i choć dopuszczone są do używania, nie wolno ich rejestrować, a także spalają kosmiczne ilości benzyny. Nie było to problemem jeszcze kilka lat temu, ale gdy podatki idą w górę…

 

Silniki stacjonarne często również „są po przejściach”. Mogły być przegrzane, eksploatowane w niewłaściwy sposób, zalane „motodoktorem” na czas sprzedaży. Równie w złym stanie mogą być zetka, sprzęgło i akcesoria. Bez mechanika naprawdę specjalizującego się w jachtowych silnikach nie ma sensu podchodzić do tematu. Czekają na nas jeszcze dwie pułapki: pierwsza, to częsty przypadek, gdy amerykańskie motorówki przeznaczone na Wielkie Jeziora (słodkie) sprowadzane są w celu pływania po morzu. Chłodzenie często jest jednostopniowe, przechodzi bezpośrednio przez blok i w słonej wodzie spowoduje szybką korozję silnika. Druga, to dostępność części w Polsce. Zanim zdecydujemy się na zakup, upewnijmy się u lokalnego dealera, jaka jest dostępność części – przy niektórych starszych modelach amerykańskich czy japońskich być może czeka nas „mission impossible”

Elektryka i elektronika

Jeżeli instalacja elektryczna nie nosi śladów przeróbek i korozji (obejrzyjmy tablicę rozdzielczą od tyłu), w zasadzie nie ma powodów do niepokoju. Oczywiście możemy pomyśleć o zmianie oświetlenia na ledowe, czy automatyzacji separacji akumulatorów, ale to ulepszenia nie dyskwalifikujące łodzi przy zakupie. Trzeba uważać, czy amerykańska motorówka nie ma instalacji na 110 V – w takim razie będziemy musieli wymienić gniazdka, ładowarki, a może i część kabli.

Z elektroniką jest jednak problem. 10-letnia łódź będzie miała 10-letnią elektronikę. Po pierwsze, będą to urządzenia bardzo przestarzałe (i może pojawić się problem przy zakupie map, szybkości działania, wygodzie obsługi), po drugie, działające w agresywnym środowisku i dożywające swych dni. Część sprzętu (jak np. radio VHF) może nie być dopuszczona do użycia w UE, lub mogła zaginąć dokumentacja niezbędna do rejestracji. Wymiana elektroniki nawigacyjnej to koszt od 5000 zł (prosty plotter, echosonda, radio) do ok. 30-50 tys. (zestaw z radarem i dodatkami).

Inne instalacje

Instalacja gazowa wymaga starannego przeglądu w celu wykrycia ewentualnych nieszczelności. W razie wątpliwości (dziwne i pękające luty) – wymienić! Uwaga, pułapka: na niektórych jachtach pojemnik na butlę z gazem może być nieco za mały na polskie, a przeróbka – kosztowna. Oczywiście złączki do butli w każdym kraju inne.

Instalacja sanitarna – toalety – od razu przewidźmy wymianę zestawów uszczelek na nowe, żeby potem nie wykonywać „brudnej roboty” z zaskoczenia. Instalacja wodna – czyszczenie filtrów, wymiana propelerków w pompach, czyszczenie i odkażanie zbiorników jako minimum. Instalacja zęzowa – czy pompy naprawdę dobrze działają. Lodówka – czy działa, a okolice lodówki nie są podgniłe i śmierdzące.

Winda kotwiczna – czy korozja nie dostała się do silnika lub przekładni. Łańcuch – czy nie jest pordzewiały.

Wszystkie te sprawy bardzo się komplikują wraz z wiekiem łodzi i poszczególne urządzenia mogą wymagać wymiany, zamiast naprawy – dostępność części zamiennych. Tym lepiej, gdy są to urządzenia renomowanych producentów, tacy najczęściej zapewniają dostawy części nawet, kiedy już nie produkują danego modelu.

Ogólny przegląd wnętrza

Zniszczone zameczki czy zawiasy nie będą problemem – o ile kupimy takie same. Europejscy producenci zaopatrują się w tych samych źródłach, więc coś od biedy dopasujemy, jeżeli jednak nie – czeka nas dłubanie i przerabianie szafek, żeby pasowało. Gorzej, jeżeli wyrwane są kawałki drewna – lekka zabudowa motorówek nie daje się łatwo i tanio naprawiać. Podłogi, najczęściej z laminowanej sklejki, jeżeli są zniszczone – nie są wielkim problemem. Wytarty lakier tu i tak też, o ile drewno nie nasiąkło wodą (czy paliwem) w tym miejscu, bo inaczej będą zawsze plamy. Paradoksalnie takie drobiazgi mogą być kosztowne, bo niby nic, a wymaga wymiany ramki, ramka wymaga zdemontowania frontu, front przyklejony na stałe do szalunków… i tak dalej.

Dokumenty jachtu

Kupując jacht żądajmy historii dokumentów – rejestracji z kraju pochodzenia, dokumentów przeglądów technicznych, kolejnych polis, rejestracji radia itd. Da nam to wgląd w to, co się z łodzią działo, a brak takiej historii – powinien włączyć nam alarm najwyższego stopnia. Jeżeli ktoś dba o łódź, to gromadzi te dokumenty i nie ma powodu ukrywać ich przed nami.

I jak już wykonamy (lub nam wykonają) wszystkie naprawy, nie żałujmy pieniędzy na naprawdę profesjonalne czyszczenie łodzi z użyciem profesjonalnych środków. To będzie i tak ułamek naszych wydatków, a przywrócony blask żelkotu, złoty kolor teku, kolory obić i tentów pozwolą nam odróżnić „mój jacht” od „starej krypy”. Mam nadzieję, że każdy z Was trafi na wymarzony jacht i będzie zadowolony z zakupu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin