Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Rejsy po Śródziemnym

Zapraszam na słoneczną podróż po Morzu Śródziemnym – a dokładniej po wybranych portach południowej Hiszpanii i północnej Afryki. Podróż turystyczno-rekreacyjna, pod żaglami, bardzo subiektywna – zapewne wielu wybrałoby inną trasę, inne tempo, inne porty i inne miejsca, ale chodzi głównie o to, żeby przedstawić możliwości i zachęcić Państwa do podróżowania i żeglowania. Dziś część druga naszej podróży:

Almeria. Wrota Andaluzji.

Z Cartageny wypłynęliśmy przed wieczorem. I choć obecnie w zasypanej śniegiem Polsce wydaje się to abstrakcją – pogoda była cudna, delikatny wschodni ciepły wiatr, ostatnie promienie słońca, złocisto- granatowe wieczorne niebo. Plan naszego rejsu zakładał, iż do kilku portów południowej Hiszpanii dopłyniemy właśnie w ten sposób: wypływając po południu lub wieczorem, płynąc nocą i docierając na miejsce rano. Wszystko oczywiście uzależnione było od warunków pogodowych, ale odległości, jakie mieliśmy do pokonania nie były duże, a taki rozkład dnia pozwolił nam na wypoczywanie nocą (poza tymi, którzy pełnili wachtę ;)), a na zwiedzanie w dzień. Miejscowości, które odwiedzaliśmy, aczkolwiek były to historyczne, ciekawe i piękne miejsca, bez większych problemów można było przejść i poznać (oczywiście na poziomie turystycznym) w ciągu jednego dnia. Z kolei zaś rejsy nocne, prowadzone dość blisko brzegu – były w tym okresie bardzo spokojne i często można było sobie pozwolić na pomoc autopilota. Dla mnie – najmniej doświadczonego członka załogi – była to całkowita nowość; przyzwyczajona byłam raczej do realiów polskich, gdzie na mazurskich jeziorach trzeba nieustannie robić zwroty i szukać wiatru. Tu, na większym, ale spokojnym akwenie – pływało się zupełnie inaczej! (A jakie miałam przeżyć zaskoczenie już za kilka dni, gdy wypłynęliśmy na wody Atlantyku!). Tu też nauczyłam się, jak naprawdę korzysta się z urządzeń elektronicznych na pokładzie, począwszy od radaru a na GPSie skończywszy (i w tym przypadku również w ciągu kilku dni, podczas przepływania przez Cieśninę Gibraltarską miałam się nauczyć, ze nie ma elektroniki doskonalszej od ludzkiego oka i koncentracji…).

Naszym drugim przystankiem była Almeria. Wkraczaliśmy do Andaluzji, spieczonej słońcem legendarnej krainy. Miasto stanowi dziś całkiem spore skupisko ludności (ok. 200 000 mieszkańców), jest ośrodkiem turystycznym (słynne kąpieliska Costa del Sol) i akademickim; poza tym doskonale rozwija się stu uprawa warzyw i owoców. Ale nie te wszystkie dane zapamiętuje turysta, która odwiedza Almerię – wszystkie informacje i wspomnienia przesłania wrażenie, jakie robi Alcazaba – ogromna fortyfikacja zbudowana w X w. przez muzułmańskiego władcę Abd ar-Rahmana III. Jest to jedna z największych budowli tego typu w Andaluzji (ustępuje oczywiście np. najsłynniejszej Alhambrze). W obrębie ogromnego kompleksu obronnego mieści wiele studni, strumieni, cystern i basenów, które w wybranych rejonach fortyfikacji utrzymują bujną roślinność, co stanowi niesamowity kontrast z wysuszonymi trawami na okolicznych wzgórzach. Dzięki tak skomplikowanej sieć nawadniającej w okresie swojej świetności forteca mogła stanowić schronienie nawet dla 20 000 osób! Nota bene, właśnie swoim właściwościom obronnym miasto zawdzięcza nazwę: Al-Maryiya oznacza po arabsku wieżę obserwacyjną. Alcazaba jest bez wątpienia jednym z miejsc, w którym najlepiej czuć ducha Andaluzji, jej klimat piekącego słońca oraz historyczny tygiel kulturowy mauryjsko-europejski.

Dziś Almeria to piękne i żywe miasto. I spacerując po jej ulicach Polak po prostu czuje się szczęśliwy – może to wpływ słońca, może fakt przebywania na urlopie, a może pogody ducha Hiszpanów i uśmiechu na ulicach?

W następnym „odcinku” nieco przyspieszymy – zakończymy opisy południowej Hiszpanii i zapuścimy się do północnej Afryki. Ale też nie do końca typowo… Zapraszam na kolejną część!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin