Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Rejsy po Śródziemnym.

Rejsy po Śródziemnym.

25 Cze, 2013

Zapraszam na słoneczną podróż po Morzu Śródziemnym – a dokładniej po wybranych portach południowej Hiszpanii i północnej Afryki. Podróż turystyczno-rekreacyjna, pod żaglami, bardzo subiektywna – zapewne wielu wybrałoby inną trasę, inne tempo, inne porty i inne miejsca, ale chodzi głównie o to, żeby przedstawić możliwości i zachęcić Państwa do podróżowania i żeglowania. Dziś część trzecia naszej podróży:

Na granicy światów. Ceuta.

Pierwsza część naszego rejsu była niezwykle spokojna. Płynąc wzdłuż południowego wybrzeża Hiszpanii mieliśmy wręcz stały harmonogram: dni spędzaliśmy na mieście – na zwiedzaniu, spacerowaniu, odpoczywaniu, na zakupach, w restauracjach i barach; po południu lub wieczorem – wypływaliśmy – tak, by po kilku/kilkunastu godzinach rejsu znowu zawitać do portu. Pokonywaliśmy niewielkie odległości, dzięki czemu rejs naprawdę można było zaliczyć do wypraw typowo rekreacyjnych i niezwykle przyjemnych. Żeby jednak urozmaicić trasę i nie popaść w rutynę, postanowiliśmy popłyną

na drugą stronę Morza Śródziemnego, do Afryki, a dokładniej – do Ceuty.

Ceuta to niezwykłe miasto – nie potrafię opisać go innym słowem, bo jest naprawdę niezwykłe, nieprzypominające żadnego innego… Położona na wąskim cyplu po południowej stronie cieśniny Gibraltarskiej, Ceuta od zawsze stanowiła bardzo ważny punkt strategiczny – miejsce kontroli dostępu do Morze Śródziemnego (nadal zresztą znajduje się tu baza marynarki wojennej). Geograficznie Ceuta jest częścią Afryki, jednak administracyjnie należy do Hiszpanii (jako autonomiczne miasto), zatem jest częścią Europy! Taka mieszanka sprawia, że Ceuta faktycznie różni się od innych miast: nie jest ani w pełni afrykańskim portem, jak okoliczne, równie znane miasta, np. Tanger; trudno też określić Ceutę jako miasto-port europejski. I jeśli jakieś miejsce, gdzie stykają się kultury, wpływy i religie można określić „tyglem”, to ta nazwa idealnie pasuje do Ceuty. Na ulicach można spotkać niezwykle barwne dla Europejczyka postaci: przede wszystkim muzułmanów i muzułmanki w tradycyjnych strojach – stanowią oni większość – oraz osoby ubrane „po europejsku” – wielowyznaniową mieszankę etniczną, w której przeważają osoby Żydzi. Zróżnicowana struktura etniczna odbija się nawet w konstrukcji lokali uśługowych na ulicy, gdzie sklep ze strojami dla tradycyjnych muzułmanek sąsiaduje z koszerną budką z przekąskami, a dwa domy dalej znajduje się supermarket z hiszpańskiej sieciówki i sklep z markową odzieżą brytyjskiej marki szytej zapewne gdzieś w Bangladeszu. Niesamowitość klimatu Ceuty potęguje też fakt, że ze względu na swoje położenie Ceuta od zawsze była miastem napływowym. Doskonale rozwijał się tu handel, jak również – ze względu na bliskość Europy kontynentalnej i łatwość przedostania się do niej – nielegalna wymiana towarów i usług, a także… ludzi. Ceuta jest znaczącym w czarnym biznesie ośrodkiem przerzutowym nielegalnych emigrantów z Afryki. Na ulicach, szczególnie tych w dzielnicy portowej, wręcz czuje się w powietrzu zapach kontabandy… To niezwykły paradkoks, że do wybrzeży Hiszpanii jest z Ceuty tylko ok. 12 mil i kursują regularne promy, równie blisko jest brytyjski Gibraltar, a jednak mimo wszystko Ceuta leży w Afryce…

Naszą grupę polskich turystów to nietypowe miasto przywitało w nietypowy sposób: silnymi opadami deszczu. Napiszę wprost: to, co nas spotkało nas w Ceucie to prawdziwe oberwanie chmury – lało tak bardzo, jakby nas ktoś polewał wiadrami wody. Najlepszym potwierdzeniem niezwykłej obfitości opadów był fakt, że system melioracyjny miasta nie dał rady odprowadzić wody opadowej i już po kwadransie samochody na ulicach tonęły w gigantycznych kałużach. Czymże jednak jest niepogoda dla żeglarza? Założyliśmy sztormiaki i kalosze i ruszyliśmy na podbój miasta; ponieważ jednak nasze sztormiaki były żółte, a większość ludzi pochowała się przed deszczem, to wyglądem raczej wyglądaliśmy walne nie jak turyści, ale jak służby sprzątające po ulewie.

Zwiedziliśmy datowane na 17 wiek (choć legenda głosi, że są znacznie starsze…) ruiny murów obronnych miasta (Fosa de San Felipe). Są to dwa rzędy ogromnych, kamiennych wałów, o grubości kilku metrów i wysokości dochodzącej do kilkunastu. W swojej konstrukcji wykorzystują naturalne ukształtowanie terenu, góry, skały oraz przebieg cieków wodnych; co więcej, pomiędzy tymi murami płynie rzeka o bardzo wartkim nurcie!

Bardzo ważnym punktem strategicznym dla miasta było wzgórze, z którego rozciąga się widok na całe miasto, ale z którego widać także Gibraltar. Na szczycie tego wzgórza zbudowano zamek oraz lokowano wojskowe punkty obserwacyjne. Dziś zamek jest znacznie bardziej zniszczony niż wały obronne (które, nawiasem mówiąc, zachowały się w fantastycznej kondycji), jednak widok, który rozpościera się ze szczytu wzgórza jest nie mniej piękny i nie mniej istoty strategicznie. Jedyne czego możemy żałować to fakt, że gdy wdrapaliśmy się na szczyt góry, to chociaż przestało już padać, ale widoczność nadal była kiepska i z pewnością w pełni nie doceniliśmy znaczenia i urody tego miejsca…

Na pokład wróciliśmy przemoczeni i przemęczeni, lecz czyż nie było warto? Przed nami stało jeszcze jedno trudne zadanie na ten dzień: przepłynięcie cieśniny Gibraltarskiej w jej najwęższym miejscu…

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin