Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Ile sprzętu, ile umiejętności, a ile marki w żeglarzu?

Ile sprzętu, ile umiejętności,  a ile marki w żeglarzu?

31 Sty, 2013

Jestem żeglarką i lubię wiedzieć, „co w trawie piszczy” w kwestiach sprzętowych. Jestem też kobietą, uwielbiam chodzić po sklepach, oglądać i porównywać. I tak podczas przeglądania asortymentu kolejnego sklepu żeglarskiego (a odwiedzam zarówno te internetowe, jak i stacjonarne), zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak ważne dla żeglarza są sprzęt i oprzyrządowanie, którym posługuje się na wodzie, na ile liczy się marka urządzenia, a jak ważne są umiejętności?

Są sprzęty, bez których obyć się nie można i nie podlega to żadnej dyskusji, a kupowanie nowych Lin, odbojów czy innych sprzętów z podstawowego wyposażenia jachtu trudno nazwać fanaberią. To samo tyczy się pewnych nowoczesnych urządzeń – dziś posiadania porządnego oprzyrządowania GPS na jachcie morskim jest normą, czy jednak na śródlądowej jednostce niezbędne są dokładnie takie same urządzenia? Czy możemy zgubić się np. na Jez. Tałty lub czy koniecznie musimy na tym jeziorze namierzać inne jednostki radarem? Obrastamy w coraz to nowe elektroniczne gadżety, które mają nam ułatwić nam żeglowanie, zapominając, co jest najważniejsze: pokładamy zaufanie w nowoczesnym oprzyrządowaniu, a nie w wiedzy i doświadczeniu skipera. Co więcej, zaczyna ważna dla nas być nie tylko jakość urządzenia, ale także marka, jaką sygnuje je producent. „To dlatego, że jest to sprawdzona firma i mogę jej zaufać” – tłumaczymy sobie. Jest w tym oczywiście krztyna prawdy, ale równie ważne jest dla nas to, że marka uchodzi za „renomowaną”, „ekskluzywną” i wybierając właśnie ją – dopieszczamy poczucie naszej wartości. Oraz budujemy próżność, bo system dokonywania zakupów właśnie na podstawie zaufania dla marki (a dopiero potem jakości) przekłada się również np. na sposób zakupów odzieżowy jachtowej. Proszę mnie dobrze zrozumieć – sama uwielbiam gadżety, ale często zastanawiam się, na ile kierowałam się podczas zakupu faktyczną wartością (przydatnością, niezawodnością, jakością) urządzenia/wyposażenia jachtu/odzieży jachtowej, a na ile chęcią poczucia się „dobrze”? I jak te coraz to bardziej wymyślne obiekty zakupów przekładają się na poprawę bezpieczeństwa i komfortu pływania, a na ile są jedynie efektem mody?
Przypomnijmy sobie – w jakich warunkach uczyliśmy się pływać? Ile osób nocowało na pokładzie podczas kursu, ile było wtedy dla nas udogodnień, a ile wiedzy zostało nam przekazane między wierszami, ile jej chłonęliśmy po prostu z doświadczenia instruktora? Prawdopodobnie czytelnicy tego artykułu są ostatnim pokoleniem, dla którego ta materialna, modna strona żeglarstwa jest najmniej istotna, ponieważ chociaż wszyscy lubimy komfort i ułatwiające życie gadżety – to jednak dla nas najważniejsze zawsze były umiejętności. Mam nadzieję, ze wychowamy kolejne pokolenie, dla którego najważniejsze będzie samo żeglowanie – a nie jego materialna otoczka.
Jak zwykle – zapraszam do dyskusji: Kamila.kasprzak@gmail.com
Przypominam również, że czekam na zgłoszenia osób, które chcą podzielić się swoimi doświadczeniami z pływania z dzieckiem/ćmi na pokładzie.
Kamila Kasprzak

IMG_4798

fototel 005

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin