Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Kobieta, która pokochała morze – cz.2

Kobieta, która pokochała morze – cz.2

5 Wrz, 2012

Tam oczekiwał nas nasz chorwacki księgowy, z godzinnym wykładem na temat, firmy, łódki i innych ważnych rzeczy. Obserwował mnie i widział, że robię się coraz bardziej niepewna, poczym skrupulatnie upewniał się, czy rozumiem jego angielski.

Jak ja miałam mu wytłumaczyć, że jego angielski jest bez zarzutu, że rozumiem słowa, które wypowiada, każde bez zastrzeżeń, ale zupełnie nie rozumiem o czym on mówi, bo absolutnie nie znam się na żeglarstwie. Nasze spotkanie zakończyliśmy z poczuciem, że nie mamy pojęcia co dalej. Z całej tej paplaniny zrozumiałam tyle, że skoro zmienił się właściciel łódki to on zmienia ubezpieczenie i ono będzie działało od następnego dnia. Księgowy upewnił się trzy razy, że na pewno go zrozumiałam, że dzisiaj mam popłynąć bezpośrednio od portu, gdzie nasz łódka stacjonuje i nie wolno nam pływać bo łódka będzie ubezpieczona dopiero od jutra. Dałam mu słowo, że wracam bezpiecznie i czekam do jutra. I znowu jest małe ale.
Okazało się, że zaczęło troszkę wiać, a przecież żeglarz nie pływa na silniku, kiedy czuje piękną bryzę we włosach i na twarzy. Ja siedziałam pod pokładem i sprzątałam, a mój wspólnik poczuł zew żeglarza i rozwinął grota, a zaraz za nim foka. Ja stojąc prosto na nogach, nagle leżałam na plecach, a nie widząc wody miałam wrażenie, że leżę głową w dół. Od razu pomyślałam o tym, że nie mamy ubezpieczenia i zaraz moje cudo, które pokochałam, wyszorowałam, straciłam na nim moje wszystkie paznokcie i skórę na rękach, legnie na dnie morza. Wydałam z siebie skowyt, wrzaski i inne nieprzyzwoite słowa w kierunku kapitana jachtu, po czym zrobiłam się zielona, jedni twierdzą, że ze strachu, a ja twierdzę, że ze zdenerwowania całą sytuacją. Ocenę zostawiam Wam. Łódka ładnie położyła się na żaglach, nabrała prędkości, a ja wymusiłam zdjęcie foka (nawet nie miałam wtedy pojęcia co to fok, po prostu kazałam wyprostować łódkę). Mój wspólnik stwierdził, abym stanęła za sterem, wtedy poczuję kontrolę nad łódką i zrozumiem, że ja nią pływam, a nie ona mnie wozi. Wytłumaczył, ze ta łódka ma kil, potem dał lekcję z praw fizyki itp., reasumując powiedział, że ona się nie wywali, a ja mogę nią sterować. Stwierdziłam no dobra spróbuję. Płynę na samym grocie wieje ok. 25 węzłów, a ta łódeczka płynie do przodu i o dziwo wcale nie chce się utopić. Zaczyna mi się to coraz bardziej podobać i stwierdzam, że czegoś mi brak, coś jest nie tak. Nie przechodzi mi przez gardło, ale w końcu artykułuję, że może by tak położyć bardziej tą łódeczkę. Mój wspólnik mówi, że trzeba by foka postawić, na to ja kiwam twierdząco głową, cokolwiek to jest. On, że przed chwilą krzyczałam, żeby go zdjąć, ja sobie myślę, że nie mogłam krzyczeć, żeby go zdjąć skoro nie wiem co to jest, ale mówię żeby to stawiać. No to stawiamy foka, tzn. ja stoję za sterem, a reszta robi się sama. Nagle łódka kładzie się na żagielkach, mnie ręce drżą ze strachu i z podniecenia, a ona dalej płynie i wcale nie zaczyna udawać łodzi podwodnej. Zaczyna mi się to coraz bardziej podobać, krążąca w żyłach adrenalina coraz bardziej mnie podnieca, coraz bardziej mnie to wciąga, już wiem, że to jest to, że z grzecznej pani urzędnik przeistoczyłam się w bestię! Już wiem, że to kocham, te fale, tę wodę, ten przechył, ta kupa plastiku mnie słucha! Jak to możliwe? Pewnie dlatego, że coś jest między nami, że się pokochałyśmy, ja dałam jej moją pracę, moje serce, a teraz ona mi oferuje całą siebie, pokazuje co to piękno, przygoda i nieznane. Jestem podniecona, zachwycona i szczęśliwa. Słowa mojego wspólnika przywołują mnie do rzeczywistości „to jest nasz port, zwijamy żagle i wchodzimy do portu”, ja prawie ze łzami w oczach, pytam się czemu już, czemu teraz, on na to, że księgowy, że prosto do portu, że nie ma ubezpieczenia, że ……. . W mojej głowie kłębią się myśli, że łódeczka musi pływać, że stała całą zimę, że tylko jeszcze jeden zwrot, że będziemy niedaleko portu, że nic się nie stanie, że jeszcze chwilę, że jeszcze kawałek, że łódka jest po to, aby pływać, że się przepięknie kładzie na żaglach, że o to chodzi że ……… W tym jednym „że” było wszystko czego chciałam, na co zasłużyłam, przez te dni szorowania, dbania, pieszczenia, dotykania. Ja ją przez te tygodnie dopieściłam, a ona mi oddała to wszystko z wielka nawiązką. Pokazała mi dlaczego łajbę trzeba kochać, czemu trzeba oddać jej serce, doceniła mi mój trud, pot, siniaki, ból mięsni, i rany. Mój start zaczął się od miłości, namiętności i bólu, po takim starcie reszta musiała być już prosta. Moja dalsza historia jest bardzo krótka i przyjemna, ale bynajmniej nie łatwa. Jeśli ktoś coś pokocha, to później miłość ci wszystko wybaczy jak śpiewała Hanka Ordonówna. Ja tą łódkę kochałam, a ona mnie uczyła siebie. Dziś wiem, że nasz duet jest jedyny, niepowtarzalny i najlepszy. Nauczyła mnie swojego „ciała” centymetr po centymetrze. Miałam ją pieścić, jeśli coś pomijałam, to ona szybko przypominała mi o tym, łapiąc kolejne awarie, kazała się bardzo, ale to bardzo dopieszczać. W ten sposób z laika i z niedoświadczonej kochanki stałam się wyrafinowanym znawcą morskiej łódeczki.
Spędziłam na niej jeszcze parę chwil, poznałam jej serce i dopieściłam, każdy kawałek jej duszy. Tylko kobieta jest w stanie to zrobić, mężczyzna wszystko naprawi, a kobieta dopieści. Po kilku tygodniach przebywania na lądzie wróciłam z powrotem na jej pokład, po raz pierwszy z moją córką. Wtedy stwierdziłam, aby mieć kontrolę nad naszą łódeczką, muszę zdobyć uprawnienie do sterowania nią. Przez krótki czas przeszłam ostrą szkołę, żeglarstwa, nawigacji, sterowania, manewrowania, cumowania i podeszłam do egzaminu, który zdałam. Mając upragniony papier, następnego dnia rano poszłam na keję, do której łódka była przycumowana rufą i tam ją też pocałowałam, stwierdziłam, że teraz to już musimy się jakoś dogadać jak kobieta z kobietą. Później pływałam na niej jako drugi skipper, w końcu miałam piękny upragniony papier, z którego byłam bardzo dumna. Mój wspólnik patrzył mi na ręce, a ja pływałam, pływałam i uczułam się. Okazało się, że on musi wracać do domu i ktoś musi go zastąpić. Mieliśmy dwie opcje, wynająć innego skippera lub ja będę na niej pływać. To nie możliwe, ja nie dam sobie rady! Mój wspólnik powiedział ok w takim razie bierzemy doświadczonego skippera. W tym momencie odezwał się we mnie lew – mój zodiakalny znak. Co ja nie dam sobie rady? Za dużo serca włożyłam w to wszystko, dam sobie radę! I dałam. Choć łódeczka dużo sobie kazała za to zapłacić. Wchodząc na łódkę jako kapitan, w pierwszej kolejności trafiłam na sztorm, zrefowałam żagle i stwierdziłam dam radę, gorzej było, jak uświadomiłam sobie, że wchodzimy do portu. Ludzie patrzą na mnie jak w obrazek, widzą kobietę, która pewną ręką trzyma ster i mówią patrz taka kobieta, a kapitan, a ja mam serce w gardle i myślę, co ja nie dam rady? Dlaczego ten Pan koło mnie jest lepszy ode mnie, bo co? Bo dłużej, bo pewniej, bo lepiej pływa? Nigdy w życiu! On się niczym nie różni ode mnie i tak było, przez te wszystkie rejsy nikt nie zauważył, że jestem inna, wtedy różniłam się od reszty, ale miałam jeden wielki atut, który kazał mi się po stokroć bardziej mobilizować niż innym, to co robię jest moje, moja jest załoga, moja jest łajba, a ja nie mogę ich zawieść i też nigdy nie zawiodłam. Teraz także różnię się od reszty, jestem inna, ale dzisiaj to mój ogromny atut, niewiele kobiet pływa, a już na pewno niewiele osób wkłada w to co robi tyle siebie i serca co ja. Jeżeli ktoś kocha to co robi i wkłada w swoją pracę całe serce, to wszystko musi się udać. Nie ma możliwości, aby było inaczej. Bałam się tylko niespodziewanych awarii. Pewnie, dlatego je wszystkie ściągnęłam na siebie. Stwierdziłam, że boję się trzech rzeczy, pływania w nocy, awarii silnika i awarii koła sterowego. Po trzech dniach pływania był sztorm, który oczywiście mnie musiał się przydarzyć, ale chęć pływania w „ciekawych” warunkach, a nie siedzenia jednego dnia w porcie wzięła górę, powiedziałam do załogi wypływami. Okazało się, że po 2 godzinach pływania tylko mi się to podoba, reszta wisiała na relingach za burtą i oglądała nasze ranne śniadanie. W związku z tym zatrzymałam się na kotwicy, aby załoga mogła zejść na ląd i uspokoić się troszkę. Wszyscy się ucieszyli poza mną, okazało się że przede mną nocne pływanie bo wszystko przedłużyło się. Nagle okazało się, że diabeł nie jest taki straszny jak go malują, mapy pokazują światła, latarnie i widać gdzie jestem, okazało się, że w nocy też można czytać mapy i te małe cyferki koło oznaczeń z latarniami się na coś przydają, że są całkowicie wystarczające. Niemożliwe, że ja to potrafię! Nawet nikomu nie mogłam się pochwalić, jaka jestem świetna bo oni uważali to za oczywiste. Wtedy stwierdziłam, że na drabinie żeglarstwa jestem o jeden, no dobra o dwa stopnie wyżej, ale ciągle do szczytu daleko. Parę dni później zepsuła się winda kotwiczna, okazało się, że jak trzeba to można deskę rozdzielczą przestudiować od drugiej strony, czyli trzeba było ją otworzyć i sprawdzić wszystkie kabelki i bezpieczniki i je wymienić. Niemożliwe ja i bezpieczniki? Niebywałe! Potem pompka w toalecie przestała działać, więc śrubokręt itp. Trzeba sprawdzić do czego są te wszystkie rurki i kable, którędy woda, a którędy odpływ, okazało się, że to też można naprawić. Ja, która w domu wołam hydraulika teraz sama to naprawiam? Jestem hydraulikiem, mechanikiem i osobą, która naprawi wszystko i wybawi ze wszystkich kłopotów, tak przynajmniej uważała moja załoga, a ja ich nie wyprowadzałam z błędu. Okazuję że jestem herosem, a może heroiną bo na morzu miejsce gdzie możesz załatwić swoje wszystkie potrzeby jest bardzo istotne, nigdy w domu byś nie docenił uroków działającej toalety. Stwierdziłam, że przez sezon pływania łódeczki wszystkie usterki spadły na mnie, wiec myślę sobie, nic gorszego nie spotka mnie. To był błąd, któregoś dnia zaczyna zmierzchać, włączam światła nawigacyjne i okazało się, że nie działają, zatem podkręcam obroty na silniku, żeby szybciej przed zmierzchem wejść do portu, woda w silniku zagotowała mi się, zmniejszam obroty, w końcu wchodzę do portu i co ? I pasek klinowy mi się zerwał, silnik mi zgasł, zaczyn, mnie znosić na inne jachty, włączam silnik, wszystko wyje, ale silnik działa, wchodzę do portu, potem otwieram komorę silnikową i widzę jakiś skrawek, który kiedyś był paskiem klinowym, zastanawiam się co to jest w ogóle pasek klinowy? Jak mi coś nie działa w samochodzie to dzwonię do mechanika i problem jest rozwiązany. Tu nikt się nie pyta czy jestem kobietą, czy się na tym znam, mam po prostu to naprawić. Na szczęście jest zapasowy pasek klinowy. Potem okazuje się, że światło topowe nie działa, bagatele przepaliła się żarówka, żaden problem wystarczy ją wymienić. Jest mały problem, trochę wieje, łódka się kołysze, a owa żaróweczka jest tylko jakieś 13 metrów nad tobą. Patrzę na czubek masztu, on się kołysze, a na samym jego czubeczku malutka żaróweczka. Więc znowu myślę, co ja nie dam sobie rady? No więc biorę sobie jakąś linkę (odciągacz bomu) i mówię do załogi, wciągać. Jedna mała, maleńka żaróweczka na małym czubeczku, dwie śrubki, zdejmuję klosz i wymieniam żarówkę, okazuje się, że można, a strach przed wysokością? Patrzysz przed siebie na morze i czujesz, że jest super, widzisz bezkres morza, a inni nie widzą tego, bo są niżej i wiesz, że w tej chwili doświadczasz czegoś szczególnego, że jesteś znowu kimś wyjątkowym, bo tak jest, mimo, że to tobie się nogi trzęsą i ty chwytasz nimi maszt, aby trzymać równowagę i zapobiec upadkowi na wypadek, gdyby na dole ktoś zapomniał chwycić linę podtrzymującą ciebie. Jedna mała knaga, cóż załoga zawsze o czymś zapomina, kiepsko by było gdyby zapomniała o tobie, że jesteś na samym topie masztu. Jakiś czas później poszła mi linka sterowa i stwierdziłam, że ten duży drąg metalowy w bakiście chyba do czegoś służy, niemożliwe to takie łódki pływają na rumplu? Ten metalowy to rumpel? Co to jest, jak to działa? No na szczęście popływałam, chwilę na jeziorowej łódeczce z rumplem i wiem co do czego służy, a tak poważnie, nie problem był w trym że zamiast steru mam rumpel, tylko, że stoję za sterem, wieje ok 35 węzłów i nagle to kółko, które trzymam w obu rękach wcale mnie nie słucha, tysiąc myśli w głowie, o co chodzi, dlaczego? Wtedy przypominasz sobie, że jest jakiś drąg w bakiście i chyba trzeba go teraz użyć. Kawałek wygiętego metalu i działa! Hueraaaaa, Potem jeszcze musiałam kotwicę z 15 metrów wyciągać gołymi rękami bo akumulator padł, ale cała reszta była ok. O dziwo wszystkie załogi były zachwycone, ale dlaczego? Przecież ja jestem niedoskonała i te wszystkie awarie? Dlaczego? Okazuje się, że oni wiedzą, że nigdy nie można wszystkiego zaplanować, a awarie, które dla mnie jako skippera były żywiołową klęską, dla nich były ogromną atrakcją, z którą ja sobie bez problemu dałam radę (żeby wiedzieli, że dla mnie ich bez problemu, było końcem świata, a może jednak nie? W końcu dałam sobie z tym radę, czyli nie koniec świata?!). Po tych rejsach wróciłam do domu i stwierdziłam, że to nie dla mnie, że nigdy więcej!
Trzy tygodnie, pospałam w czystej pościeli, doceniałam uroki zmywarki, kaloryfera, pralki i paru innych elektrycznych urządzeń i wtedy po raz pierwszy odezwała się we nie ogromna, niewyobrażalna tęsknota za przepalonymi żarówkami, za zepsutym silnikiem, podartymi żaglami, niedziałającą toaletą i kotwicą, za zimnem, za nieprzespanymi nocami, za przygodą. Wtedy zrozumiałam, że jestem zgubiona.
W kolejnym roku wróciłam, aby wysprzątać, aby naprawić, aby wypieścić moją kochaną łódeczkę i wtedy po raz pierwszy ją zdradziłam! Wypieściłam ją, naprawiłam i oddałam w inne ręce, a ja pływałam na innych, większych, dłuższych, lepszych, może ładniejszych. Na początku czułam przed nimi respekt, a później wiedziałam, że ja tu rządzę, a one muszą mnie słuchać. Jednak nie czułam do nich nic poza przyjemnością z żeglowania. Swoje serce oddałam tylko tej jednej jedynej. Do niej zawsze będę wracać, na niej jednej będę się czuła jakbym wracała do siebie, do domu!

Majka Wieloch-Silecka –
kobieta, która pokochała morze
www.bosforrejsy.pl





Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin